Menu Zamknij

„Mój mąż pije już od blisko 10 lat. Nie mam pojęcia co z tym zrobić, czy istnieje jakaś szansa na zatrzymanie tego procederu u mojego męża?” Takie zapytania w pracy psychoterapeuty uzależnień to niemal codzienność. Osoby żyjące z uzależnionymi pod jednym dachem często próbują zwrócić się po pomoc do ośrodków leczenia uzależnień. Co w takiej sytuacji można zrobić?

  • Czy można zmusić kogoś do leczenia odwykowego?
  • Jak skuteczne będzie to leczenie?
  • Co się stanie wtedy, gdy osoba nie zgłosi się na przymusowe leczenie?

Zaczynając więc od postawionego na wstępie pytania: czy istnieje szansa na to, że osoba pijąca alkohol, przestanie go pić wbrew własnej woli, pod wpływem przymusowej terapii? Odpowiedź brzmi: tak, istnieje taka szansa. Gdybyśmy mogli postawić tu kropkę to byłoby całkiem dobrze, jednak musimy postawić przecinek i dodać że: owa szansa jest jednak znikoma.

Zgodnie z raportem Najwyższej Izby Kontroli przeprowadzonej w 2015 i 2016 roku:

na leczenie, mimo wyznaczenia terminu przyjęcia przez placówkę, nie stawiła się większość (62 proc.) ze zobowiązanych do tego osób; połowę z przyjętych osób (51 proc.), do placówki doprowadziła policja; mimo przyjęcia do poradni, terapii nie podjęło 11 proc. zobowiązanych, a kolejne 20 proc. jej nie ukończyło.” Spróbujmy nieco przybliżyć te dane procentowe, przeformułowując je w liczby: na 100 osób zobowiązanych, do placówki zgłosiły się 62 osoby, połowę z tego doprowadziła policja, a więc 31 osób. Mimo przybycia do placówki terapię podjęło jedynie około 56 osób, a ukończyło około 44 osób(!)… ze 100 zobowiązanych.

Czy zatem możemy mówić o skutecznym przymusowym leczeniu uzależnienia w Polsce?

Zdecydowanie nie. Pozostaje zatem pytanie dlaczego tylko około 40-45 procent pacjentów zobowiązanych kończy terapię uzależnienia. Otóż odpowiedzi jest kilka. Po pierwsze skupię się na fakcie bardzo długiego czasu oczekiwania na przyjęcie do placówki lecznictwa odwykowego. Nierzadko wynosi on nawet około 2 miesiące.

 Kolejnym aspektem wartym wspomnienia jest system kierowania przez Gminne Komisje Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, pacjentów do przymusowego leczenia odwykowego. Przedstawmy tę ścieżkę: osoba, która uważa, że „przysłowiowy mąż” jest uzależniony ale mimo tego nie chce się leczyć, może anonimowo zgłosić sprawę do dzielnicowego, który z kolei może (a nawet powinien) przesłać takie zgłoszenie właśnie do Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Po rozpatrzeniu takiego zgłoszenia, Komisja wysyła wezwanie do stawienia się przed Komisję osoby używającej alkoholu w celu złożenia wyjaśnień. W dalszej części po wysłuchaniu wyjaśnień Komisja wysyła skierowanie na leczenie do placówki. Zazwyczaj jeśli jest to pierwsze zgłoszenie to jest to najmniej inwazyjna forma leczenia, a więc forma ambulatoryjna (spotkania z terapeutą raz w tygodniu oraz spotkania grupowe również raz w tygodniu). Pacjent powinien dostarczyć w ustalonym przez komisję czasie zaświadczenie o rozpoczęciu leczenia.

            Problemy w powyższym systemie są, w mojej ocenie, dwa. Po pierwsze pacjent stawiając się na posiedzenie komisji może wiele istotnych informacji zataić lub pomniejszyć przez co uda mu się uzyskać skierowanie na leczenie ambulatoryjne a nie np. na leczenie w ośrodku zamkniętym jeśli tego wymaga.

Drugi problem to taki, że pacjent po przyjściu na pierwsze spotkanie do poradni może poprosić terapeutę o wydanie zaświadczenia o podjęciu terapii, które musi przedłożyć komisji, a następnie zniknąć na długie miesiące. Zanim GKRPA zwróci się do placówki z prośbą o informację w sprawie danego pacjenta może minąć dużo czasu, w którym pacjent będzie swobodnie mógł nadal używać alkoholu.

Oczywiście osoba zgłaszająca pacjenta do odbycia przymusowego leczenia, czyli często żona, matka, lub dziecko, może ponownie poinformować dzielnicowego lub Komisję o tym, że pacjent używa alkoholu w dalszym ciągu, jednak z reguły rzadko taki fakt ma miejsce. Jeśli jednak już do tego dojdzie, lub Komisja uzyska informacje od placówki, o tym, że dany pacjent się nie leczy, a jedynie prosił o zaświadczenie, a od leczenia się uchyla, może zmienić formę leczenia danego pacjenta na przymusowy oddział zamknięty. Wówczas znowu zostaje wyznaczony termin, w przeciągu którego, pacjent winien stawić się w ośrodku. Odwołując się do wcześniejszego punktu o okresie oczekiwania na przyjęcie na oddział lub do placówki, może on wynosić nawet 2-3 miesiące. Pacjent zatem otrzymuje termin przyjęcia do oddziału na za 3 miesiące i tak naprawdę może nadal używać alkoholu . Koło się zamyka a okres oczekiwania na realną poprawę sytuacji w rodzinie wydłuża się i może wynosić nawet 7-8 miesięcy. Jeśli pacjent po tych 3 miesiącach nie stawi się do placówki to może doprowadzić go policja na podstawie postanowienia sądu po kolejnym okresie, który upłynie od zgłoszenia tego faktu dzielnicowemu lub Komisji itd..

Nic dziwnego zatem, że skuteczność tego rodzaju działań jest tak znikoma. Nie ma bezpośredniego związku między naużywaniem alkoholu przez pacjenta, a nieuchronnością kary i szybkością jej otrzymania, za to. System pracuje zbyt długo. Jeśli udałoby się w jakiś sposób przyspieszyć te działania to istniałaby szansa na nieco większą skuteczność działań.

Ale tylko „nieco większą” ponieważ…

Uzależnienie jest chorobą. Chorobą przewlekłą, postępującą i śmiertelną. Jest jednak przez wielu nazywana chorobą emocji, więzi, relacji. Wiąże się to z tym, że osoby uzależnione mają bardzo często problemy w w/w obszarach.

Jak zatem ma się zmuszanie osób z tego typu problemami do odbycia terapii wbrew sobie.

Myślę sobie, że pierwsza wizyta w poradni leczenia uzależnień wiąże się z ogromnym stresem, z ogromem nieprzyjemnych emocji takich jak wstyd, żal, ból emocjonalny, oraz z pewnego rodzaju kryzysem, czyli takim spiętrzeniem problemów życiowych, w konsekwencji których pacjent dochodzi do wniosku, że już chyba sam nie da rady… Że już w tylu obszarach pojawiła się destrukcja, że teraz musi już pójść i poprosić o pomoc. Bardzo często jest to moment przełomowy w życiu, ponieważ do pacjenta dociera wtedy, że tylko abstynencja może być gwarantem powrotu do normalnego życia.

Dla terapeutów to także jest ważny moment, ponieważ od tego tak naprawdę możemy zacząć pracę z pacjentem, na tym możemy opierać tę pracę i budować dalej. 

Jeśli natomiast mamy do czynienia z pacjentem zmuszonym do odbycia terapii to pacjent ten:

  • albo się nie zgłosi,
  • albo zgłosi się raz i poprosi o zaświadczenie że się zgłosił
  • albo będzie chciał odbyć bezrefleksyjnie terapię, bo będzie uważał ze został zmuszony, i że tak naprawdę to jej nie potrzebuje
  • albo będzie w 40 proc. osób (wg kontroli NIK w z 2016 roku), które mimo zobowiązania, kończą jednak terapię i udaje im się utrzymywać abstynencję, przynajmniej w pierwszym okresie.

Podsumowując: można się zastanawiać nad tym po co przymus terapii ale jak dotąd nie udało się wymyślić nic skuteczniejszego dla osób, które nie chcą iść z własnej woli do poradni leczenia uzależnień. Jeśli natomiast chodzi o stronę formalną, urzędową takiego przedsięwzięcia, to faktycznie jest jeszcze dużo do zrobienia, dużo zmian do wprowadzenia na poziomie centralnym, głównie w sferze komunikacji między organami lub placówkami. Najgorszym aspektem pozostaje fakt, że najbardziej cierpią rodziny,  których osoba uzależniona jest członkiem, a które to oczekują szybkiej zmiany sytuacji, szybkiej pomocy a przy tym mało inwazyjnej dla nich samych.

Na koniec pozostawiłem punkt widzenia terapeuty. Czy jest sens próbować przekonać do terapii kogoś, kto nie ma na nią ochoty? Otóż odpowiedzią niech będzie krótka opowieść, którą usłyszałem kiedyś od bardziej doświadczonego zawodowo kolegi terapeuty:

„Przyszedł sobie, któregoś pięknego poranka, mężczyzna na plażę i zobaczył, że podczas nocnego sztormu morze wyrzuciło na brzeg ogromne ilości meduz, setki, tysiące, dziesiątki tysięcy meduz. Postanowił podczas spaceru po plaży wrzucać do morza podniesioną co parę kroków jedną meduzę. Szedł tak już jakiś czas i wrzucał co chwilę jedną, gdy ujrzał nadchodzącego z przeciwka innego mężczyznę, który zapytał:

– Po co pan wrzuca te pojedyncze meduzy do wody? Przecież i tak nie da pan rady wrzucić wszystkich.

– Owszem wszystkich nie dam rady wrzucić – odpowiedział mężczyzna – ale dla tych które zdołam, to sprawa życia i śmierci.”

Artur Wieroński
Psychoterapeuta uzależnień

0
    0
    Twój koszyk
    Twoj koszyk jest pustyPowróć do sklepu