Menu Zamknij

Święta bywają najgorszym wspomnieniem dzieciństwa

Idą święta!

Ulice ozdobione światełkami, bilboardy z Mikołajem w latających saniach wypełnionych prezentami, choinki na wystawach sklepowych, lśniące brokatowymi bombkami i przyprószone gwiazdkami sztucznego śniegu. Z radia, jak co rok, co godzinę płynie „Last Christmas”, na przemian z wyznaniami celebrytów o świątecznych wspomnieniach. Z telewizji patrzą szczęśliwe mamy piekące z dziećmi pierniczki lub tatusiowie lepiący z nimi przed domem bałwana. Wszystko pięknie wystylizowane, idealne, mające wprowadzić nas w bożonarodzeniowy klimat najbardziej rodzinnego czasu w roku.

Czy jednak wszyscy doczekają się tych miłych chwil? Możecie być pewni, że nie. Niektórzy nawet dawno już przestali na nie czekać. I chociaż ta historia z pewnością nie wpisuje się w świąteczną atmosferę, to może warto ją przeczytać, rozejrzeć się dookoła, czy podobne rzeczy nie dzieją się obok nas, wyciągnąć do kogoś rękę z pomocą lub znaleźć trochę czasu dla osób, które w swoim domu nie doświadczają rodzinnego ciepła.

Po drugiej stronie

Dla mnie święta to był zawsze najgorszy okres w życiu. Z nigdy niewiadomego mi powodu rodzice awanturowali się wtedy najwięcej, matka wrzeszczała na wszystkich od rana do wieczora, ojciec zaczynał pić już tydzień przed wigilią i był pijany dzień w dzień, robiąc coraz to gorsze awantury, w których wreszcie dochodziło do przemocy. Pamiętam, że kiedy miałem 14 lat, ojciec — pijany w sztok, śmiał się ze mnie i matki, że sprzątamy przed świętami. Zrobiłem wtedy w jego kierunku gest pukania w czoło, przez co potem mnie pobił. I nie chodzi tu o klapsy, a o bicie pięściami po twarzy. Dodam, że byłem zawsze małym, chudym, niedożywionym i chorowitym dzieckiem, a ojciec ważył ponad 100 kg…
Tomek

Niejeden koszmar zaczyna się już na etapie przygotowań. Nerwowa atmosfera nie ma nic wspólnego z pieczeniem pierników w reklamie. Pośpiech, zmęczenie, brak pieniędzy — nie pomagają. Może nawet są plany, by tym razem święta były inne. Są starania, przygotowywanie domu, gotowanie potraw, ale gdzieś z tyłu wszyscy wiedzą, że za chwilę bańka pęknie. Jest niepokój i strach, że ktoś kilkoma kieliszkami przekreśli marzenia o spokojnym, zwyczajnym spędzeniu tych kilku dni. Zaczną się kłótnie, wyzwiska, a świąteczne przedstawienie, nawet jeśli już się zaczęło, wróci do „normy”.

Święta w takim domu, są walką o przetrwanie

Jako dzieciak wyczekiwałam świąt. Rodzice zawsze troszczyli się o to, żeby wszyscy mieli wymarzone prezenty. Uwielbiałam przystrajać choinkę, nakrywać do stołu, ładnie się ubierać, rozpakowywać prezenty. Z czasem czekałam na święta, bo to był jedyny moment, w którym przyjeżdżały siostry i spędzaliśmy czas wszyscy razem. Byliśmy na moment jak rodzina, o której marzę. Jednak im starsza byłam, tym więcej zaczęłam zauważać i więcej zaczęło mi przeszkadzać. Strojenie choinki zaczęło być dla mnie udręką, zaczynałam kłócić się z matką. Sprzątanie na święta zrobiło się wyścigiem z czasem i wszystko musiało być idealne, ale nigdy nie zrobiłam tego właściwie. Napięta atmosfera przed wigilią, pretensje i… nagle cudowna atmosfera, bo przyszli goście. Przez chwilę udawało mi się wierzyć w to, że może być „normalnie”. Jednak im później, tym gorzej. Kieliszek za kieliszkiem. Wódka. Często po wyjściu gości spędzałam czas we własnym pokoju. Dlatego w pewnym momencie uznałam, że nienawidzę świąt. Niczym się nie różnią od normalnego czasu w roku. Pamiętam jak, któregoś roku wieczorem przyszedł mój chłopak. Ja byłam przyzwyczajona do stanu moich rodziców. On nie. Widziałam, że nie wiedział, co ma zrobić. Zostać u mnie na noc czy wrócić do domu i zostawić mnie z pijanymi rodzicami.
Agnieszka

Moje święta Bożego Narodzenia co roku były praktycznie takie same. Bez prezentów, bez atmosfery. Niby była zawsze kolacja wigilijna i łamanie się opłatkiem, ale nie było magii. Wtedy myślałam, że tak wyglądają święta u wszystkich i tylko tych prezentów mi brakowało. No ale ciężko było o magię świąt, kiedy Tata zawsze wstawiony, Mama wkurzona na maksa, że wszystko na jej głowie. Pamiętam, że Tata przez trzy Wigilie lądował na ostrym oddziale na szyciu palców, bo tak się kończyło otwieranie szynki w puszce. Po kolacji sobie „piwkował”, dopóki nie poszedł spać, a w pierwszy dzień świąt zawsze jeździliśmy do rodziny niedaleko. I zawsze ten sam scenariusz, Tata pijany, ledwo dawał radę dojść do przystanku. Usypiał w autobusie, Mama budziła go dwa przystanki wcześniej, żeby był w stanie wysiąść. Takie święta.
Ola

Kiedy udało się ojcu zachować trzeźwość na choć jeden dzień lub kilka godzin, to jadł wigilię z nami, ale często po prostu to przesypiał pijany, a kiedy wstał to tylko po to, żeby zrobić awanturę.
Tomek

Święta wyglądają tak, że wszyscy są uporządkowani, radośni i niby szczęśliwi, życzliwi wobec siebie, a potem wracamy do patologicznej rzeczywistości, ale czasem nawet w ich trakcie ta rzeczywistość nie daje o sobie zapomnieć…

…niedawno zdarzyły się takie, kiedy alkohol spowodował, że skład domowników był niekompletny. Nawet w taki dzień jak Wigilia. Wspomnienia z tego okresu mam różne. Zwykle — fałszywie cukierkowo-ptysiowe.
Karol

Różne historie, a tyle je łączy. Tęsknota za normalnością, za poczuciem bezpieczeństwa. Za beztroską dzieciństwa i przeżywaniem „magii” świąt. Nie wszystkim jest to dane. Rodziny dysfunkcyjne rządzą się swoimi prawami. Nie czuj, nie mów, nie ufaj.

Chociaż z czasem dostrzegasz, że nie jest tak, jak być powinno, milczenie wiąże Ci ręce. Przecież jest ok, stół nakryty, kolacja gotowa. Widzisz, że bliska osoba ma problem — jednak trudno pomóc komuś, kto tego nie chce, kto pijany przesypia kolację wigilijną, ze spotkania z rodziną wychodzi „na czterech”, a dalej nie przyjmuje do wiadomości, że niszczy życie sobie i innym. A kiedy podnosi na Ciebie rękę, już nawet nie chcesz pomagać, po prostu go nienawidzisz.

Zamiast klimatu świąt, jest w najlepszym wypadku atmosfera obojętności i beznadziei. W gorszym — strachu o to, czy dzisiaj znów uderzy. A jeśli tak, to kogo? Ciebie, rodzeństwo czy matkę? O to, czy znów przyjedzie policja. Czujesz wstyd i zastanawiasz się, dlaczego nie może być normalnie. Zamykasz się w pokoju, zakładasz słuchawki, nie chcesz słyszeć, nie chcesz czuć. Chcesz po prostu to przetrwać. A jeśli masz dokąd — wychodzisz z domu i chciałbyś nigdy tam nie wracać.

Grudzień i ta świąteczna atmosfera mogłyby zniknąć

Do tej pory nienawidzę świąt i kojarzą mi się tylko ze strachem, pijaństwem ojca i atmosferą hipokryzji, której nienawidziłem, udawaniem, że jesteśmy normalną rodziną, podczas gdy nigdy taką nie byliśmy. Oczywiście nigdy nie było prezentów na święta — nie było na to pieniędzy, bo połowę wypłaty ojciec przepijał, a matka nie pracowała.
Tomek

Dzisiaj jestem dorosła i nienawidzę świąt. Przez wielu jestem nierozumiana. Nienawidzę składania i przyjmowania życzeń, strojenia choinki, siadania do wspólnej kolacji. Ten czas mógłby dla mnie nie istnieć. Wspólny obiad z rodziną? Moją czy narzeczonego? Niezależnie od tego, u kogo, to czas jest dla mnie niezręczny. Z jednej strony czuję dużo złości do rodziców, ale z drugiej jest mi smutno, że nie spędzę w tym roku z nimi wigilii. Jeszcze dużo pracy czeka mnie na psychoterapii. Cały grudzień i ta świąteczna atmosfera mogłyby zniknąć.
Agnieszka

Święta przywołują wspomnienia, niekoniecznie te najlepsze. I chociaż jesteś dorosły, znów czujesz się wtedy jak dziecko: przytłoczony i rozczarowany rzeczywistością. Znów musisz wrócić do miejsca, w którym działo się tyle przykrych dla Ciebie rzeczy. Może jest tak samo, jak kiedyś, a może sytuacja się zmieniła, nie ma już alkoholu na stole, a ci, którzy Cię krzywdzili, chcieliby, żebyś im wybaczył. Jednak Ty pamiętasz wszystko i nie potrafisz tego zrobić. Chcesz tylko „odbębnić” spotkanie i wracać do siebie. A może już dawno nie masz z nimi kontaktu, bo było tak źle, że jedynym ratunkiem dla Ciebie była ucieczka stamtąd i zostawienie wszystkiego za sobą.

Niezależnie od tego, jak toczą się losy osób z dysfunkcyjnych rodzin, takich przeżyć się nie zapomina. Zostają w głowie i co rok wracają jak bumerang. Nawet jeśli osoby te mają już poukładane życie, nie pozwalają na beztroskie cieszenie się ze świątecznych dni. Dlatego większość osób z syndromem DDA i DDD mówi, że nienawidzi świąt.

Nie jesteś sam

Jestem już po trzech terapiach: indywidualnej, grupowej i terapii asertywności. Nie traćcie wiary w siebie i we własne możliwości. To, jakie będzie Wasze życie, nie musi zależeć od Waszych dysfunkcyjnych domów w takim stopniu, w jakim Wam się teraz wydaje. Jeżeli zdecydujecie się zawalczyć o siebie, o swoje szczęście i pokochacie siebie, Wasze życie zacznie się zmieniać.
Karol

Jeśli masz podobne przeżycia do opisanych w tekście, pamiętaj — nie jesteś sam. Niestety w wielu domach święta dalekie są od ideału, a cała rzeczywistość, w ramach której funkcjonuje rodzina dysfunkcyjna, odbija piętno na dorosłym życiu kogoś, kto w niej dorastał.

Są na szczęście miejsca, gdzie można zwrócić się po pomoc, zarówno w sytuacjach kryzysowych, jak i w celu podjęcia terapii. Jeśli jej potrzebujesz, zgłoś się:

Stowarzyszenie Widzących Więcej:
https://widzewiecej.pl/
tel: 61 625 52 52
e-mail: kontakt@widzewiecej.pl

Niebieska Linia:
http://niebieskalinia.info/
tel.: 800 12 00 02
e-mail: niebieskalinia@niebieskalinia.info

Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży:
https://116111.pl/
tel.: 116 111

Monika Romańczuk


*Imiona bohaterów zostały zmienione.

0
    0
    Twój koszyk
    Twoj koszyk jest pustyPowróć do sklepu